Dariusz Wasilewski
Bio

Urodziłem się w Chojnicach, rejonie przepieknym. Podobnie jak profesor medycyny Kazimierz A. Wardyn, którego nie tylko podziwiam, ale z czasem się zaprzyjaźniłem. Innych Chojniczan nie znam. Nie miałem na to zresztą zbyt wielu szans, gdyż po roku się przeniosłem do Nowogardu – miasteczka wśród lasów i jezior. Tam zaczęła się moja przygoda ze sztuką (i ze sportem), gdyż moja mama stwierdziła, że musze być sprawny fizycznie (to przede wszystkim) i dobrze „zorientowany artystycznie” ( w końcu mym wujkiem jest sam Bernard Ładysz). Aczkolwiek zacząłem nie od opery tylko baletu, na który oczywiście zapisała mnie mama gdy miałem 6 lat. Tańczyłem przez rok, różne tańce. Obawiam się, że nie pamiętam żadnego z nich. Potem były skrzypce. Nie był to oczywiście Stradivarius, zatem nie mając w tym czasie nauczyciela do nauki na skrzypcach „przerobiłem” je na „gitarę”, co tez nie miało sensu, gdyż w ... Nowogardzie nie było też nauczyciela gitary. Na długi czas został mi tylko sport. Na kolejne podejście do muzyki musiałem czekać, aż do przeprowadzki do Mińska Mazowieckiego, gdzie w 5 klasie podstawówki zostałem zaangażowany do chóru szkolnego i zacząłem grać na akordeonie. To była duża przyjemność, a gra na akordeonie miała mnie przygotować mnie do nauki na fortepianie, którego jednak nie udało się kupić i nigdy się w związku tym nie nauczyłem. W liceum natomiast zacząłem grać na gitarze, i do dziś pozostaje to mój główny instrument, oraz śpiewać piosenki. Gra na gitarze miała w tamtym czasie miała wiele zalet – głównie taką, że żywiej spoglądały na mnie dziewczęta. W tym czasie też powstały moje pierwsze piosenki. Pierwsza z nich miała tytuł: „Żyjmy pełnią duszy” i była afirmacją życia, o którym i tak przecież jeszcze niewiele wiedziałem. Nie przetrwała próby czasu, jak wiele innych moich piosenek. Bo w tym byłem bezwzględny, nie miałem sentymentów. Jak się okazywało, że piosenka nie miała wartości, poza emocjonalną – skreślałem ją natychmiast. Z czasów ogólniaka zostało tylko kilka. Między innymi te, które napisałem do wierszy Jesienina i Broniewskiego. Sam wtedy jeszcze nie czułem się dobrze w pisaniu tekstów. To się zmieniło gdy poszedłem na studia. Wtedy zacząłem pisać teksty i wiersze, które jak powiedział jeden z uznanych poetów miały wymiar „drukowalny”. Podpowiedział mi też jak unikać pewnych sformułowań, które mogą być poczytane przez fachowców za grafomańskie (dziękuję Ci Zbyszku).